Dlaczego arkusze kalkulacyjne nie skalują się w zarządzaniu jakością?
- Anna Karaś

- 10 lut
- 3 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 17 lut
Arkusze kalkulacyjne bywają wygodne na starcie, ale w firmach produkcyjnych (wielu użytkowników, procesów i audytów) szybko przestają wspierać zarządzanie jakością – zwłaszcza, gdy w grę wchodzi audyt wewnętrzny, spójne cele audytu i domykanie działań.
Audyt wewnętrzny – co to i kiedy zaczyna się problem?
Jeśli pada pytanie: audyt wewnętrzny co to – odpowiedź brzmi: to zaplanowane i systematyczne sprawdzenie, czy organizacja działa zgodnie z ustalonymi zasadami (procedurami, wymaganiami norm, ustaleniami wewnętrznymi).
Dlaczego Excel „działa” tylko na początku?
Excel świetnie nadaje się do rejestracji: listy audytów, checklist, wyników, niezgodności. Kłopot zaczyna się, gdy audyt przestaje być pojedynczym dokumentem, a staje się procesem: planowanie → wykonanie → niezgodność → działanie → weryfikacja skuteczności.
Cele audytu i cele audytu wewnętrznego vs. rzeczywistość Excela
Cele audytu – co organizacja chce osiągnąć?
Najczęściej deklarowane cele audytu to: potwierdzenie zgodności, identyfikacja ryzyk oraz doskonalenie procesów. Na papierze to brzmi dobrze. W realnym zarządzaniu jakością liczy się jednak to, czy audyt uruchamia działania i czy te działania działają.
Cele audytu wewnętrznego – gdzie Excel najczęściej „łamie” proces
Cele audytu wewnętrznego w dojrzałej firmie zwykle obejmują: wymuszenie odpowiedzialności procesowej, domykanie niezgodności oraz ograniczenie powtarzalności problemów. Excel nie wspiera tego z natury, bo:
nie wymusza właściciela działania i terminów,
nie pilnuje przebiegu (workflow) i eskalacji,
nie łączy niezgodności z działaniami korygującymi i ich skutecznością,
nie daje spójnego śladu audytowego przy wielu użytkownikach i wielu wersjach pliku.
Rodzaje audytu wewnętrznego a problem skali
W większych organizacjach działają różne rodzaje audytu wewnętrznego – i każdy ma inną dynamikę pracy, dokumentowania i domykania działań. Najczęściej spotkasz:
audyty procesowe,
audyty systemowe,
audyty wyrobów,
audyty dostawców,
audyty specjalne (np. po incydencie lub zmianie).
Dlaczego różnorodność audytów zabija arkusze?
Excel skaluje się „plikiem” – a system audytowy skaluje się „procesem”. Gdy audytów jest wiele, pojawia się typowy zestaw problemów:
różne wersje tego samego arkusza (brak jednego źródła prawdy),
ręczne scalanie wyników i statusów,
trudność w porównaniach i trendach (ciągłe „przeklejanie”),
brak pełnego obrazu: co jest otwarte, co przeterminowane, co wraca cyklicznie.
Dlaczego sama norma tego nie rozwiązuje?
Normy mówią co ma być zrobione (audyty, działania, ocena skuteczności). Nie mówią jak organizacja ma to utrzymać w codziennej pracy przy kilkudziesięciu audytach, wielu auditorach i wielu procesach.
Arkusz kalkulacyjny daje pozór kontroli, bo „wszystko jest wpisane”. Ale wpisanie nie oznacza zarządzania – zwłaszcza, gdy potrzebujesz spójnego śladu, odpowiedzialności i mechanizmu domykania.
Biznesowe konsekwencje pracy na arkuszach
Gdy Excel przestaje nadążać, skutki są bardzo konkretne – i kosztowne:
powracające niezgodności mimo „zamkniętych” działań,
audyty robione „pod certyfikat”, bez realnej poprawy,
zmęczenie zespołu jakością i spadek zaufania do systemu,
nerwowe porządkowanie danych przed audytem zewnętrznym,
rosnąca liczba wyjątków i obejść („bo Excel nie ogarnia”).
To moment, w którym problem jakości staje się problemem operacyjnym – wpływa na terminy, koszty i stabilność procesów.
Jak wygląda podejście systemowe do audytów?
Podejście systemowe nie polega na „lepszym Excelu” ani na większej liczbie arkuszy. Polega na tym, że audyt działa jako proces, a nie jako plik. W praktyce oznacza to, że:
audyt jest planowany i realizowany w jednym miejscu (jedno źródło prawdy),
niezgodności są powiązane z procesami i mają jasnych właścicieli,
działania poaudytowe mają terminy, statusy i mechanizm eskalacji,
skuteczność jest weryfikowana, a nie tylko deklarowana,
zarząd widzi trendy i ryzyka – bez ręcznego „klejenia raportów”.
Wnioski
Arkusze kalkulacyjne nie „psują” jakości. Po prostu nie są systemem do zarządzania audytami i nie zostały stworzone do skalowania odpowiedzialności, workflow i śladu audytowego. W pewnym momencie firma musi wybrać:
albo dalej rejestrować dane w plikach,
albo przejść na podejście systemowe, które utrzymuje audyty jako proces.
I właśnie wtedy wiele organizacji odkrywa, że problemem nie jest brak procedur – tylko brak narzędzia, które wymusza konsekwencję w codziennej pracy.



Komentarze